Rano to co zwykle: wstałam, łazienka i śniadanie. Po śniadaniu mama oznajmiła, że dzisiaj wracamy. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, ale z drugiej nie chciałam wracać.
- Ja zostaje.- nie wiem co się stało, ale ktoś tak jakby powiedział to za mnie.
Rodzice ze zdziwieniem się na mnie spojrzeli.
- Przecież nie możesz sama zostać.- zaczęła mama.
- Mamuś przecież mam już 16 lat. Jestem już prawie dorosła. Sama mogę prowadzić samochód…
- Posłuchaj.-powiedział tata- Wiemy, że jesteś dorosła i odpowiedzialna, ale nie możemy zostawić cię samej na tak długo.
- Na tak długo to znaczy na ile?
- Chcielibyśmy z mama jutro już przywieźć meble…
Przerwałam tacie głośnym śmiechem.
- Boicie się mnie zostawić na „tak długo”. Tato przecież to tylko jedna noc. Proszę…
- A jeśli nie starczy ci jedzenia? – zapytała mama.
- Zostawcie mi parę groszy, a rano sama skoczę do sklepu.
Rodzice spojrzeli na siebie i oboje się uśmiechnęli.
- No dobrze możesz zostać.
Szybko rzuciłam się na szyje taty. Pobiegłam do mojego pokoju i wyciągnęłam z małej torebki długopis i kartkę. Pobiegłam do kuchni.
- Przygotuje wam listę tego co macie mi przywieźć z mojego pokoju.
1. Zawartość mojej szafy z ubraniami.
2. Gitarę (znajduje się pod moim łóżkiem)
3. Moją kosmetyczkę
4. Koniecznie Pana Misia ;)
Na marginesie: pozdrówcie Julie i Taylora.
- Na razie to wszystko.
- Dobrze trzymaj mój telefon. Gdyby coś się stało do dzwoń do mamy.
- Dobrze no to pa.- przytuliłam na pożegnanie mamę i tatę.
- Pa pa.
Kiedy rodzice odjechali poszłam do swojego pokoju i przez chwilę patrzałam przez okno. Widoki miałam cudowne lecz ja obserwowałam co się dzieje u bogatych ludzi. No tak to co zwykle: picie drinków przy basenie, sztuczne uśmiechy i pogaduszki. W pewnym momencie wzięła mnie chęć na jabłko, którego u mnie w domu nie było. Pomyślałam, że pójdę po Demi i pójdziem razem do jakiegoś sklepu. Ubrałam bluzę, wzięłam kasę i wyszłam z domu. Zapukałam do drzwi jednak nikt mi nie otworzył. Pomyślałam, że pójdę sama i w tym samym momencie przypomniały mi się słowa Bieber’a:
„Wiesz co? Masz ładne oczy. Trzymaj to mój numer tele.” Miałam na sobie bluzę, w której schowałam kartkę z jego numerem, wpadłam na pomysł zadzwonienia do niego. Wykręciłam numer.
- Tak słucham?- ktoś odezwał się oschłym głosem.
- Hej! Tutaj ta od ładnych oczu. Pamiętasz?- byłam trochę zestresowana.
- Yyyyhh… Nie nie pamiętam.
- Po koncercie zabrałeś mnie za scen i dałeś swój numer.- powiedziałam.
- Aaaa no tak powiedzmy, że coś kojarzę. Powiedziałaś, że nie zadzwonisz…
- No tak, ale..-nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Ha! Mam cię.! Wy wszystkie takie jesteście.
- Tss. A ty znowu o tym.
- Taa. Gdzie mieszkasz?- zapytał.
- Tym czasowo w Atlancie. A co?
- Ale się złożyło. Przynamniej nie będę musiał daleko jeździć.
- No dobra. Ale o co ci chodzi?- zapytałam trochę zaniepokojona.
- Nie zgrywaj głupiej. Wszyscy wiedzą o co chodzi, a ty nie? Oj biedna ty. Mieszkam dokładniej na ulicy Wild 7/95. Wpadnij o 18.- powiedział i rozłączył się.
Po tej rozmowie zatkało mnie bardzo. Za rogiem ujrzałam jakiś sklep. Weszłam do niego i kupiłam 4 duże jabłka oraz gazetę. Nie mogłam iść po schodach do domu, ale musiałam za wszelką cenę znaleźć adres, który podał mi Bieber. Pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu to zjadłam pyszne jabłko i przejrzałam gazetę. Uświadomiłam sobie, że gdzieś widziałam tą ulicę. No tak znajdowała się blisko mnie, a dokładniej tam gdzie mieszkają „ bogaci ludzie”. Postanowiłam zjawić się tam dokładnie o 18:00. Nie miałam co na siebie włożyć , usiadłam w kuchni i spojrzałam na blat, na którym leżały pieniądze na jedzenie. Przeliczyłam i dokładnie wyszło 45 $. Pomyślałam, że starczy może na jakąś bluzkę. Wzięłam ze sobą pieniądze i wyszłam z domu. Na ulicach był bardzo duży tłok, którego nie lubiłam. Jakoś szybko z niego wyszłam i poszłam do najbliższego sklepu odzieżowego. Pierwsze co zauważyłam to piękna mała czarna. Była w promocji po 25 $. Poszłam ją przymierzyć, pasowała idealnie. Bez dłuższego zastanowienia kupiłam ją. Kiedy wróciłam do domu była dokładnie 16:30. Byłam bardzo zaskoczona, że to już ta godzina. Poszłam do łazienki, przebrałam się w sukienkę i rozpuściłam włosy. W mojej małej torebce znalazłam błyszczyk i tusz do rzęs. Pomalowałam się i już byłam gotowa na spotkanie z Bieber’em. Poczekałam jeszcze pare minut i wpadłam w panike <nie miała butów , ubrała trampki i poszla, Justin się spóźniał , czekała na niego 30 minut, przyszedł>
Jak mnie tu dawno nie było . Obiecuje pisać regularnie :D
- Ja zostaje.- nie wiem co się stało, ale ktoś tak jakby powiedział to za mnie.
Rodzice ze zdziwieniem się na mnie spojrzeli.
- Przecież nie możesz sama zostać.- zaczęła mama.
- Mamuś przecież mam już 16 lat. Jestem już prawie dorosła. Sama mogę prowadzić samochód…
- Posłuchaj.-powiedział tata- Wiemy, że jesteś dorosła i odpowiedzialna, ale nie możemy zostawić cię samej na tak długo.
- Na tak długo to znaczy na ile?
- Chcielibyśmy z mama jutro już przywieźć meble…
Przerwałam tacie głośnym śmiechem.
- Boicie się mnie zostawić na „tak długo”. Tato przecież to tylko jedna noc. Proszę…
- A jeśli nie starczy ci jedzenia? – zapytała mama.
- Zostawcie mi parę groszy, a rano sama skoczę do sklepu.
Rodzice spojrzeli na siebie i oboje się uśmiechnęli.
- No dobrze możesz zostać.
Szybko rzuciłam się na szyje taty. Pobiegłam do mojego pokoju i wyciągnęłam z małej torebki długopis i kartkę. Pobiegłam do kuchni.
- Przygotuje wam listę tego co macie mi przywieźć z mojego pokoju.
1. Zawartość mojej szafy z ubraniami.
2. Gitarę (znajduje się pod moim łóżkiem)
3. Moją kosmetyczkę
4. Koniecznie Pana Misia ;)
Na marginesie: pozdrówcie Julie i Taylora.
- Na razie to wszystko.
- Dobrze trzymaj mój telefon. Gdyby coś się stało do dzwoń do mamy.
- Dobrze no to pa.- przytuliłam na pożegnanie mamę i tatę.
- Pa pa.
Kiedy rodzice odjechali poszłam do swojego pokoju i przez chwilę patrzałam przez okno. Widoki miałam cudowne lecz ja obserwowałam co się dzieje u bogatych ludzi. No tak to co zwykle: picie drinków przy basenie, sztuczne uśmiechy i pogaduszki. W pewnym momencie wzięła mnie chęć na jabłko, którego u mnie w domu nie było. Pomyślałam, że pójdę po Demi i pójdziem razem do jakiegoś sklepu. Ubrałam bluzę, wzięłam kasę i wyszłam z domu. Zapukałam do drzwi jednak nikt mi nie otworzył. Pomyślałam, że pójdę sama i w tym samym momencie przypomniały mi się słowa Bieber’a:
„Wiesz co? Masz ładne oczy. Trzymaj to mój numer tele.” Miałam na sobie bluzę, w której schowałam kartkę z jego numerem, wpadłam na pomysł zadzwonienia do niego. Wykręciłam numer.
- Tak słucham?- ktoś odezwał się oschłym głosem.
- Hej! Tutaj ta od ładnych oczu. Pamiętasz?- byłam trochę zestresowana.
- Yyyyhh… Nie nie pamiętam.
- Po koncercie zabrałeś mnie za scen i dałeś swój numer.- powiedziałam.
- Aaaa no tak powiedzmy, że coś kojarzę. Powiedziałaś, że nie zadzwonisz…
- No tak, ale..-nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Ha! Mam cię.! Wy wszystkie takie jesteście.
- Tss. A ty znowu o tym.
- Taa. Gdzie mieszkasz?- zapytał.
- Tym czasowo w Atlancie. A co?
- Ale się złożyło. Przynamniej nie będę musiał daleko jeździć.
- No dobra. Ale o co ci chodzi?- zapytałam trochę zaniepokojona.
- Nie zgrywaj głupiej. Wszyscy wiedzą o co chodzi, a ty nie? Oj biedna ty. Mieszkam dokładniej na ulicy Wild 7/95. Wpadnij o 18.- powiedział i rozłączył się.
Po tej rozmowie zatkało mnie bardzo. Za rogiem ujrzałam jakiś sklep. Weszłam do niego i kupiłam 4 duże jabłka oraz gazetę. Nie mogłam iść po schodach do domu, ale musiałam za wszelką cenę znaleźć adres, który podał mi Bieber. Pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu to zjadłam pyszne jabłko i przejrzałam gazetę. Uświadomiłam sobie, że gdzieś widziałam tą ulicę. No tak znajdowała się blisko mnie, a dokładniej tam gdzie mieszkają „ bogaci ludzie”. Postanowiłam zjawić się tam dokładnie o 18:00. Nie miałam co na siebie włożyć , usiadłam w kuchni i spojrzałam na blat, na którym leżały pieniądze na jedzenie. Przeliczyłam i dokładnie wyszło 45 $. Pomyślałam, że starczy może na jakąś bluzkę. Wzięłam ze sobą pieniądze i wyszłam z domu. Na ulicach był bardzo duży tłok, którego nie lubiłam. Jakoś szybko z niego wyszłam i poszłam do najbliższego sklepu odzieżowego. Pierwsze co zauważyłam to piękna mała czarna. Była w promocji po 25 $. Poszłam ją przymierzyć, pasowała idealnie. Bez dłuższego zastanowienia kupiłam ją. Kiedy wróciłam do domu była dokładnie 16:30. Byłam bardzo zaskoczona, że to już ta godzina. Poszłam do łazienki, przebrałam się w sukienkę i rozpuściłam włosy. W mojej małej torebce znalazłam błyszczyk i tusz do rzęs. Pomalowałam się i już byłam gotowa na spotkanie z Bieber’em. Poczekałam jeszcze pare minut i wpadłam w panike <nie miała butów , ubrała trampki i poszla, Justin się spóźniał , czekała na niego 30 minut, przyszedł>
Jak mnie tu dawno nie było . Obiecuje pisać regularnie :D
Tagi:
Rozdział 5
05.05.2012 o godz. 21:49
komentuj (1)
Ouuu .
Dawno nie pisałam .
Myślę, że dam rade teraz w ta sobote .
Dzisiaj bardzo ładna pogoda <happy>. ;d
Dawno nie pisałam .
Myślę, że dam rade teraz w ta sobote .
Dzisiaj bardzo ładna pogoda <happy>. ;d
Tagi:
Pogoda
Proszę was napiszcie w komentarzach czy mam sie tutaj jeszcze produkować czy nie..
Z góry thx ;***
Z góry thx ;***
Tagi:
Przemyślenie
Pierwsze co zrobiłam po nie przespanej nocy: spojrzałam w okno. Byłam bardzo ciekawa kto wyprawiał wczorajszą imprezę. Postanowiłam najpierw przywitać się z rodzicami. Poszłam do kuchni w której siedziała mama i jakaś pani byłam trochę zaskoczona.
- Dzień dobry-powiedziałam zawstydzona faktem, że mam na sobie tylko bluzkę i majtki.
- Dzień dobry- odrzekła ciepłym głosem nieznajoma kobieta- Jestem Carolina miło mi cię poznać. Jestem waszą sąsiadką. Wiesz mam córkę w twoim wieku…
Kobieta mówiła bardzo szybko wciąż trzymając mnie za rękę. Ja spoglądając na mamę uśmiechałam się. Była dość dużą kobietą z czarnymi włosami, które opadały jej na oczy. W pewnym momencie usłyszałam jak mówi ona coś o Justin’ie Biebe’rze.
- Przepraszam może pani powtórzyć?- powiedziałam zainteresowana.
- Mówię, że moja córka jest wielką fanką Justin’a Bieber’a.- kobita uśmiechnęła się i podeszła do mamy. Chciałam jakoś porozmawiać z tą dziewczyną.
- Przepraszam jest może pani córka w domu?
- Oj jej!-krzyknęła kobieta- Prawie bym zapomniała miałam jej pomóc przy plakacie. Jest, jest w domu tylko teraz nie może rozmawiać, bo szykuje się na zlot fanów.
Kobieta uśmiechnęła się i wyszła. Byłam ciekawa o jaki zlot chodzi.
- Mamo gdzie mieszka ta kobieta?
- Śmieszna jest co nie? Mieszka na dole pod 11. A co?
- A nic tak się pytam.
- Idź się ubierz, a ja przygotuje ci śniadanie.
Poszłam do łazienki ubrałam się w dresową bluzę i jeansy. Śniadanie zjadłam sama. Mama i tata rozmawiali o tym gdzie będzie telewizor. Po śniadaniu postanowiłam iść do dziewczyny spod 11. Powiedziałam rodzicom, że zaraz wrócę i wyszłam. Zadzwoniłam do drzwi, które otworzyła kobieta.
- O witaj cukiereczku. Coś się stało?-powiedziała.
- Nie nic się nie stało chciałabym poznać się z pani córką.
- Ooo to bardzo miłe. Proszę wejdź.
W środku pachniało wanilią. Kobieta zaprowadziła mnie do małego pokoju, w którym siedziała dziewczyna. Miała długie czarne włosy, była mniej więcej mojego wzrostu.
- Cześć- powiedziałam.
- Cześć. Nazywam się Demi, a ty to pewnie Agnes.
- Tak to właśnie ja.- uśmiechnęłam się i byłam zdziwiona skąd ona zna moje imię.
- Mama mi o tobie opowiedziała. Pomożesz?- wskazała na plakat.
- No pewnie. Dlaczego nie?
- Też jesteś jego fanką? Jeśli jesteś anty to lepiej wyjdź.- dziewczyna wstała.
- Nie, nie jestem anty fanką ani tez fanka. Nawet nie wiem kim on jest.
- No co ty gadasz?- dziewczyna zrobiła wielkie oczy i usiadła- Zaraz ci wszystko opowiem.
Po 15 minutach znałam jego całą płytę „ My world”. Demi nie zamykały się usta.
- Ej wiesz co?
- Co mam wiedzieć?
- Ty musisz iść dzisiaj ze mną na zlot fanów Justin’a.- powiedziała Demi.
- Wiesz? Dokładnie nie wiem czy rodzice się zgodzą?
-Oj daj spokój na pewno się zgodzą.- dziewczyna wyciągnęła cos ze szafy-Przymierz to powinno być .
Podała mi bluzke z napisem „ I Love Justin Bieber”. Poszłam ją przymierzyć do łazienki i była w sam raz. Spojrzałam w lustro i zaczęłam śmiać się na głos. Wyszłam z łazienki.
- Bluzka jest super.
- To dobrze, bo musimy już iść.
Demi wzięła małą torebkę, plakat i wyszłyśmy. Na miejscu było dużo dziewczyn z podobnymi bluzkami. Na początku stała bramka przy której dawali bransoletki z numerkiem. Dostałam numer 65. Poszłam na swoje miejsce z myślą, że Demi też tu przyjdzie jednak ona dostała numer 78. Koło mnie usiadły dwie młodsze dziewczyny.
- Cześć jestem Lola.- powiedziała jedna- Słyszałam, że ma wystąpić tu ktoś znany.
- Cześć jestem Agnes.
Poparu minutach na scenę wszedł młody chłopak i od razu zaczęły się piski i krzyki „Alfredo!!!”
- Witam wszystkich tutaj zebranych.- powiedział Alfredo- Zaraz na tej scenie wystąpi ktoś dla was wyjątkowy, ale przed tym poproszę na scenę trzy szczęściary, które wylosuje, więc poproszę numer 22, 73 oraz 65.- byłam tym bardzo zaskoczona.- Proszę dziewczyny siadajcie.- ja jednak nie wstałam nawet z siedzenia- A gdzie trzecia szczęściara?
- Już idę!!- ktoś krzyknął z przodu.
- No taak tylko, że ty masz numer 62, a ja chcę 65.
Podniosłam się i weszłam na scenę. Chłopak spojrzał na bransoletkę i uciekł. Na Sali zrobiło się ciemno i zaczęła grać muzyka z tego co dowiedziałam się od Demi był to kawałek Justin’a „ OLLG”. Na scenę wyszedł sam Justin Bieber. Na widowni zrobił się chaos i słychać było same krzyki. Justin podszedł do mnie i do pozostałych dziewczyn, wciąż śpiewając. Jedna dziewczyna zemdlała. Justin uśmiechnął się trochę szyderczo. Podszedł do następnej pogładził jej włosy, jednak ta chciała skraść mu buziaka, po czym zabrali ją ze sceny. Zostałam tylko ja, Justin podszedł do mnie przytulił i dotknął moich włosów. Na koniec piosenki zgasło światło. Ktoś wziął mnie za rękę i prowadził ciemnym korytarzem.
- Hej zdaje mi się czy już gdzieś cię widziałem?- usłyszałam i zobaczyłam, że to JB.
- Hej no tak widzieliśmy się już.
Chłopak przekręcił się wokół własnej osi, uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- No co ty. Przecież ja jestem Justin Bieber.
- No tak wiem i co z tego?
- No to, że teraz ty powinnaś krzyczeć, a potem zemdleć. He e?
- Tak, a ciebie ktoś powinien wychować.
- Ochrona!- krzyknął- No to teraz zobaczymy. Wiesz co masz ładne oczy. Trzymaj to mój numer tele.
- I co myślisz, że zadzwonię?- po tych słowach w drzwiach zobaczyłam dwóch dużych „panów”.
- Taa. To koniec możecie ją wyprowadzić. Pa pa.
Było już dosyć późno gdy weszłam do domu. Gdy weszłam do domu od razu położyłam się spać.
NN=5komentarzy
- Dzień dobry-powiedziałam zawstydzona faktem, że mam na sobie tylko bluzkę i majtki.
- Dzień dobry- odrzekła ciepłym głosem nieznajoma kobieta- Jestem Carolina miło mi cię poznać. Jestem waszą sąsiadką. Wiesz mam córkę w twoim wieku…
Kobieta mówiła bardzo szybko wciąż trzymając mnie za rękę. Ja spoglądając na mamę uśmiechałam się. Była dość dużą kobietą z czarnymi włosami, które opadały jej na oczy. W pewnym momencie usłyszałam jak mówi ona coś o Justin’ie Biebe’rze.
- Przepraszam może pani powtórzyć?- powiedziałam zainteresowana.
- Mówię, że moja córka jest wielką fanką Justin’a Bieber’a.- kobita uśmiechnęła się i podeszła do mamy. Chciałam jakoś porozmawiać z tą dziewczyną.
- Przepraszam jest może pani córka w domu?
- Oj jej!-krzyknęła kobieta- Prawie bym zapomniała miałam jej pomóc przy plakacie. Jest, jest w domu tylko teraz nie może rozmawiać, bo szykuje się na zlot fanów.
Kobieta uśmiechnęła się i wyszła. Byłam ciekawa o jaki zlot chodzi.
- Mamo gdzie mieszka ta kobieta?
- Śmieszna jest co nie? Mieszka na dole pod 11. A co?
- A nic tak się pytam.
- Idź się ubierz, a ja przygotuje ci śniadanie.
Poszłam do łazienki ubrałam się w dresową bluzę i jeansy. Śniadanie zjadłam sama. Mama i tata rozmawiali o tym gdzie będzie telewizor. Po śniadaniu postanowiłam iść do dziewczyny spod 11. Powiedziałam rodzicom, że zaraz wrócę i wyszłam. Zadzwoniłam do drzwi, które otworzyła kobieta.
- O witaj cukiereczku. Coś się stało?-powiedziała.
- Nie nic się nie stało chciałabym poznać się z pani córką.
- Ooo to bardzo miłe. Proszę wejdź.
W środku pachniało wanilią. Kobieta zaprowadziła mnie do małego pokoju, w którym siedziała dziewczyna. Miała długie czarne włosy, była mniej więcej mojego wzrostu.
- Cześć- powiedziałam.
- Cześć. Nazywam się Demi, a ty to pewnie Agnes.
- Tak to właśnie ja.- uśmiechnęłam się i byłam zdziwiona skąd ona zna moje imię.
- Mama mi o tobie opowiedziała. Pomożesz?- wskazała na plakat.
- No pewnie. Dlaczego nie?
- Też jesteś jego fanką? Jeśli jesteś anty to lepiej wyjdź.- dziewczyna wstała.
- Nie, nie jestem anty fanką ani tez fanka. Nawet nie wiem kim on jest.
- No co ty gadasz?- dziewczyna zrobiła wielkie oczy i usiadła- Zaraz ci wszystko opowiem.
Po 15 minutach znałam jego całą płytę „ My world”. Demi nie zamykały się usta.
- Ej wiesz co?
- Co mam wiedzieć?
- Ty musisz iść dzisiaj ze mną na zlot fanów Justin’a.- powiedziała Demi.
- Wiesz? Dokładnie nie wiem czy rodzice się zgodzą?
-Oj daj spokój na pewno się zgodzą.- dziewczyna wyciągnęła cos ze szafy-Przymierz to powinno być .
Podała mi bluzke z napisem „ I Love Justin Bieber”. Poszłam ją przymierzyć do łazienki i była w sam raz. Spojrzałam w lustro i zaczęłam śmiać się na głos. Wyszłam z łazienki.
- Bluzka jest super.
- To dobrze, bo musimy już iść.
Demi wzięła małą torebkę, plakat i wyszłyśmy. Na miejscu było dużo dziewczyn z podobnymi bluzkami. Na początku stała bramka przy której dawali bransoletki z numerkiem. Dostałam numer 65. Poszłam na swoje miejsce z myślą, że Demi też tu przyjdzie jednak ona dostała numer 78. Koło mnie usiadły dwie młodsze dziewczyny.
- Cześć jestem Lola.- powiedziała jedna- Słyszałam, że ma wystąpić tu ktoś znany.
- Cześć jestem Agnes.
Poparu minutach na scenę wszedł młody chłopak i od razu zaczęły się piski i krzyki „Alfredo!!!”
- Witam wszystkich tutaj zebranych.- powiedział Alfredo- Zaraz na tej scenie wystąpi ktoś dla was wyjątkowy, ale przed tym poproszę na scenę trzy szczęściary, które wylosuje, więc poproszę numer 22, 73 oraz 65.- byłam tym bardzo zaskoczona.- Proszę dziewczyny siadajcie.- ja jednak nie wstałam nawet z siedzenia- A gdzie trzecia szczęściara?
- Już idę!!- ktoś krzyknął z przodu.
- No taak tylko, że ty masz numer 62, a ja chcę 65.
Podniosłam się i weszłam na scenę. Chłopak spojrzał na bransoletkę i uciekł. Na Sali zrobiło się ciemno i zaczęła grać muzyka z tego co dowiedziałam się od Demi był to kawałek Justin’a „ OLLG”. Na scenę wyszedł sam Justin Bieber. Na widowni zrobił się chaos i słychać było same krzyki. Justin podszedł do mnie i do pozostałych dziewczyn, wciąż śpiewając. Jedna dziewczyna zemdlała. Justin uśmiechnął się trochę szyderczo. Podszedł do następnej pogładził jej włosy, jednak ta chciała skraść mu buziaka, po czym zabrali ją ze sceny. Zostałam tylko ja, Justin podszedł do mnie przytulił i dotknął moich włosów. Na koniec piosenki zgasło światło. Ktoś wziął mnie za rękę i prowadził ciemnym korytarzem.
- Hej zdaje mi się czy już gdzieś cię widziałem?- usłyszałam i zobaczyłam, że to JB.
- Hej no tak widzieliśmy się już.
Chłopak przekręcił się wokół własnej osi, uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- No co ty. Przecież ja jestem Justin Bieber.
- No tak wiem i co z tego?
- No to, że teraz ty powinnaś krzyczeć, a potem zemdleć. He e?
- Tak, a ciebie ktoś powinien wychować.
- Ochrona!- krzyknął- No to teraz zobaczymy. Wiesz co masz ładne oczy. Trzymaj to mój numer tele.
- I co myślisz, że zadzwonię?- po tych słowach w drzwiach zobaczyłam dwóch dużych „panów”.
- Taa. To koniec możecie ją wyprowadzić. Pa pa.
Było już dosyć późno gdy weszłam do domu. Gdy weszłam do domu od razu położyłam się spać.
NN=5komentarzy
Tagi:
Rozdział 4
Weszłam na pierwsze piętro i dalej nie mogłam iść, nie wiem co się ze mną działo. Byłam oszołomiona tym wszystkim, choć tak naprawdę nie wiedziałam nawet kim był ten nastolatek. Usiadłam na schodach i postanowiłam trochę odsapnąć. Myślałam kto to mógł być i w pewnej chwili usłyszałam jego słowa „Hej jestem Justin Bieber” oraz słowa Julie o tym jak na wykładzie pojawił się Justin Bieber. Postanowiłam za wszelką cenę dowiedzieć się kim jest ten chłopak. Znalazłam w kieszeni parę złotych, wstałam i poszłam do najbliższego kiosku z prasą.
-Dzień dobry. Poproszę pismo z tym…yhhh-nie wiedziałam jak dokładnie sformułować to zdanie-yhhmmm… z tym nastolatkiem.
- Ha ha ha wiem o kogo chodzi- powiedziała ekspedientka- Proszę. Płacisz 5.99.
- Dziękuje- podałam pieniądze i odeszłam.
Na okładce pisało wielkim literami Bieber-fever, na dole było parę zdjęć tego nastolatka i różne artykuły. Weszłam do domu. Rodzice przywitali mnie uśmiechem ja jednak tego nie odwzajemniłam. Planowali umeblowanie pokojów. Zdjęłam trampki, usiadłam koło okna i zaczęłam czytać pismo. Na pierwszej stronie pisało skąd jest, na czym potrafi grać itp. W skrócie mówiąc jego krótka biografia. Po godzinie skończyłam czytać to pismo i nie mogło do mnie dotrzeć, że spotkałam się z tak wielką gwiazdą. Do pokoju weszła mama i powiedziała:
- Postanowiliśmy z tata zostać do jutra. Co ty na to?
Spojrzałam na mamę i pomyślałam, że będę zachowywać się normalnie.
- No dobrze, ale gdzie będziemy spać?
- Pojedziemy z tatą i kupimy nadmuchiwane materace.- uśmiechnęła się i wyszła.
Namawiałam siebie, że ja wcale nie chce tutaj zostać, ale to było silniejsze ode mnie. Mama i tata pojechali, a ja wyszłam z mojego pokoju do kuchni i zobaczyłam przez okno, że do bloku obok podjechała jakaś eskorta policyjna a za nią i przed nią duży czarny samochód. Obserwowałam wszystko dokładnie choć było tam dużo ludzi. Z wozu policyjnego wysiadł najpierw duży murzyn, który otwierał powoli drzwi od czarnego busa. Po paru sekundach wysiadł z niego chłopak z którym się dzisiaj widziałam. Zaczęłam krzyczeć i skakać. Po paru minutach powiedziałam na głos:
- Co ty idiotko wyprawiasz?! Weź się ogarnij.
Nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, ale moje serce waliło bardzo szybko. Rodzice przyjechali po 2 godzinach, nadmuchaliśmy materace i w trudnych warunkach poszliśmy się myć. Patrzyłam jeszcze przez chwile przez okno i położyłam się spać. Obudziły mnie jakieś krzyki i głośna muzyka. Wyjrzałam przez okno okazało się, że ktoś z bloku w którym mieszka Justin Bieber wyprawiał niezłą imprezę. Chwile ich obserwowałam i zasnęłam.
Myślę, że ciekawsze od poprzedniego. No wiecie jutro sobota nie ma nic zadane to człowiekowi od razu chce się pisać :D.
-Dzień dobry. Poproszę pismo z tym…yhhh-nie wiedziałam jak dokładnie sformułować to zdanie-yhhmmm… z tym nastolatkiem.
- Ha ha ha wiem o kogo chodzi- powiedziała ekspedientka- Proszę. Płacisz 5.99.
- Dziękuje- podałam pieniądze i odeszłam.
Na okładce pisało wielkim literami Bieber-fever, na dole było parę zdjęć tego nastolatka i różne artykuły. Weszłam do domu. Rodzice przywitali mnie uśmiechem ja jednak tego nie odwzajemniłam. Planowali umeblowanie pokojów. Zdjęłam trampki, usiadłam koło okna i zaczęłam czytać pismo. Na pierwszej stronie pisało skąd jest, na czym potrafi grać itp. W skrócie mówiąc jego krótka biografia. Po godzinie skończyłam czytać to pismo i nie mogło do mnie dotrzeć, że spotkałam się z tak wielką gwiazdą. Do pokoju weszła mama i powiedziała:
- Postanowiliśmy z tata zostać do jutra. Co ty na to?
Spojrzałam na mamę i pomyślałam, że będę zachowywać się normalnie.
- No dobrze, ale gdzie będziemy spać?
- Pojedziemy z tatą i kupimy nadmuchiwane materace.- uśmiechnęła się i wyszła.
Namawiałam siebie, że ja wcale nie chce tutaj zostać, ale to było silniejsze ode mnie. Mama i tata pojechali, a ja wyszłam z mojego pokoju do kuchni i zobaczyłam przez okno, że do bloku obok podjechała jakaś eskorta policyjna a za nią i przed nią duży czarny samochód. Obserwowałam wszystko dokładnie choć było tam dużo ludzi. Z wozu policyjnego wysiadł najpierw duży murzyn, który otwierał powoli drzwi od czarnego busa. Po paru sekundach wysiadł z niego chłopak z którym się dzisiaj widziałam. Zaczęłam krzyczeć i skakać. Po paru minutach powiedziałam na głos:
- Co ty idiotko wyprawiasz?! Weź się ogarnij.
Nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, ale moje serce waliło bardzo szybko. Rodzice przyjechali po 2 godzinach, nadmuchaliśmy materace i w trudnych warunkach poszliśmy się myć. Patrzyłam jeszcze przez chwile przez okno i położyłam się spać. Obudziły mnie jakieś krzyki i głośna muzyka. Wyjrzałam przez okno okazało się, że ktoś z bloku w którym mieszka Justin Bieber wyprawiał niezłą imprezę. Chwile ich obserwowałam i zasnęłam.
Myślę, że ciekawsze od poprzedniego. No wiecie jutro sobota nie ma nic zadane to człowiekowi od razu chce się pisać :D.
Wieczorem praktycznie nie spałam, a to wszystko przez tą wiadomość o przeprowadzce. Całą noc myślałam tylko o tym jak wygląda tam to miejsce, do jakiej szkoły będę chodzić i czy będzie o mnie pamiętać Taylor i Julie. Wstałam spojrzałam na zegarek. Dochodziła druga(w nocy), postanowiłam, że pójdę do łazienki przemyć twarz. Zeszłam na dół tata spał przy zapalonym telewizorze z jakimiś papierami w ręku. Wyłączyłam telewizor i chciałam wrócić do moich „planów”, jednak coś mnie zatrzymało. Spojrzałam na papiery taty, na których tłustym drukiem pisało ‘Podanie o pracę’. Byłam zaciekawiona gdzie będzie pracował tata i wzięłam papiery do ręki. ‘Ochrona/kierowca’ dokładnie tylko to zdołałam zobaczyć w tym półmroku. Odłożyłam papiery na miejsce i poszłam do łazienki. Oczywiście musiałam znowu potknąć się o cholerny próg. Spojrzałam w lusterko i powiedziałam sama do siebie:
- Jesteś niezdarą. Wiesz tak naprawdę nie mam pojęcia po co ty żyjesz na tym świecie.
Chwilę po tym pomyślałam, że to nie prawda, że to właśnie cały ten świat jest bezsensu, a ja jestem tylko istotą, grzeczną istotą, która słucha się każdego. Nabrałam dużo wody do rąk i chlusnęłam nią prosto sobie w twarz. Wytarłam się ręcznikiem, spojrzałam w lustro i poszłam do pokoju. Chwilę patrzyłam w okno i zobaczyłam, że Taylor też jeszcze nie śpi. Nasze okna były zwrócone do siebie, postanowiłam, że rzucę kawałkiem kredki w jego okno. Udało się Taylor spojrzał w moje okno i szybko je otworzył.
- Hej! Też jeszcze nie śpisz?-powiedział.
- Hej! Jakoś nie mogę zasnąć. A tobie co się stało przecież uwielbiasz spać?
- A wiesz skoro są wakacje postanowiłem trochę poszaleć.-zaśmiał się i dodał- Słuchaj co się stało, że wczoraj płakałaś? A no i nie mów, że to alergia czy coś w tym stylu.
Przez chwilę myślałam co mu powiedzieć. Postanowiłam nie patrzeć w jego stronę i zamknęłam okno.
Zrobiło mi się trochę głupio. Położyłam się na łóżko i zasnęłam.
Rano obudziła mnie mama. Powiedziała coś w stylu:
- Ubierz się słoneczko zaraz jedziemy zobaczyć nasz nowy dom.
Wybełkotałam coś, że jeszcze chwilę. Mama zamknęła drzwi poszła na dół. Wstałam, nawet szybko jak na moje poranne ruchy się ubrałam i uczesałam. Gdy byłam na dole wzrokiem szukałam taty.
- Tata poszedł wyprowadzić samochód.- powiedziała mama- Siadaj i zjedz śniadanie.
Przypomniały mi się słowa mamy, że zaraz gdzieś jedziemy. Po śniadaniu wsiedliśmy do samochodu i za jakieś sześć godzin byliśmy na miejscu. Moje mieszkanie znajdywało się na samej górze dużego wieżowca. Mama pokazała mi gdzie będzie mój pokój, gdy weszłam nie mogłam uwierzyć w to, że mam pokój z wielkim oknem i pięknym widokiem. Mogłam obserwować bogaczy, którzy byli w tej chwili nad basenem oraz całą Atlantę. Jakiś kawałek mnie chciał wracać, ale reszta mnie chciała tu zostać. Postanowiłam, że pójdę się przejść, pozwiedzać trochę okolicę.
-Mamo, wychodzę!- krzyknęłam i wyszłam.
Na ulicach było jakoś cicho, a połowa z nich była zamknięta. Szłam w stronę parku. Naglę usłyszałam wrzaski i piski. Odwróciłam się i zobaczyłam tłum nastolatek biegnących za jakimś chłopakiem nie wiedziałam o co chodzi. Pobiegłam do jakiegoś zaułku i schowałam się przed tym. Po jakiś 15 minutach zauważyłam, że ten właśnie chłopak podbiegł do mnie.
- Mam nadzieje, że je zgubiłem.- powiedział zmęczony.
- Tak raczej masz racje pobiegły prosto.- odpowiedziałam zaskoczona.
- Hej a ty nie jesteś przypadkiem jedna z nich?
- Czy masz na myśli wariatkę lecącą za tobą?
- Nie, nie chodziło mi o to czy nie jesteś moja fanką?
- No raczej nie nawet nie wiem kim jesteś.
- Tak bardzo śmieszne ha ha.- powiedział wciąż dysząc ze zmęczenia.
- Nie no naprawdę nie mam pojęcia kim jesteś.
- Dobra spoko.- powiedział tak jakby ze sarkazmem.- Zacznijmy od nowa. Hej jestem Justin Bieber. Chcesz może mój autograf? Oj no pewnie, że chcę! Wtedy ja wyciągam zdjęcie podpisuje je a ty o mało co nie masz orgazmu. A jeszcze jak cię przytulę to już całkowicie odpływasz. Tak jest ze wszystkim więc nie graj idiotki.
To mnie zatkało, a dokładnie zatkało mnie już po słowach ‘Justin Bieber’. Przez chwilę myślałam gdzie słyszałam to imię, ale nie mogłam sobie przypomnieć.
- Tak no może inne takie są, ale ja przysięgam, że nie wiem kim jesteś.
Patrzał na mnie jakby zobaczył ducha.
- No dobra powiedzmy, że ci wierze. Jak masz na imię?- zapytał.
- Mam na imię Agnes.
- Dobra cześć Agnes muszę lecieć zanim zobaczą mnie te dziewczyny.-uciekł.
Przez tą rozmowę nie wiedziałam dokładnie co się dzieje. Wracając do domu nie myślałam kto to mógł być, ale jakoś nie mogłam sobie przypomnieć.
Na dzisiaj to tyle wiem, że jest bezsensowne, ale strasznie lubie Justina i dlatego chcę mi się to pisać. Proszę o komentarze. ;**
- Jesteś niezdarą. Wiesz tak naprawdę nie mam pojęcia po co ty żyjesz na tym świecie.
Chwilę po tym pomyślałam, że to nie prawda, że to właśnie cały ten świat jest bezsensu, a ja jestem tylko istotą, grzeczną istotą, która słucha się każdego. Nabrałam dużo wody do rąk i chlusnęłam nią prosto sobie w twarz. Wytarłam się ręcznikiem, spojrzałam w lustro i poszłam do pokoju. Chwilę patrzyłam w okno i zobaczyłam, że Taylor też jeszcze nie śpi. Nasze okna były zwrócone do siebie, postanowiłam, że rzucę kawałkiem kredki w jego okno. Udało się Taylor spojrzał w moje okno i szybko je otworzył.
- Hej! Też jeszcze nie śpisz?-powiedział.
- Hej! Jakoś nie mogę zasnąć. A tobie co się stało przecież uwielbiasz spać?
- A wiesz skoro są wakacje postanowiłem trochę poszaleć.-zaśmiał się i dodał- Słuchaj co się stało, że wczoraj płakałaś? A no i nie mów, że to alergia czy coś w tym stylu.
Przez chwilę myślałam co mu powiedzieć. Postanowiłam nie patrzeć w jego stronę i zamknęłam okno.
Zrobiło mi się trochę głupio. Położyłam się na łóżko i zasnęłam.
Rano obudziła mnie mama. Powiedziała coś w stylu:
- Ubierz się słoneczko zaraz jedziemy zobaczyć nasz nowy dom.
Wybełkotałam coś, że jeszcze chwilę. Mama zamknęła drzwi poszła na dół. Wstałam, nawet szybko jak na moje poranne ruchy się ubrałam i uczesałam. Gdy byłam na dole wzrokiem szukałam taty.
- Tata poszedł wyprowadzić samochód.- powiedziała mama- Siadaj i zjedz śniadanie.
Przypomniały mi się słowa mamy, że zaraz gdzieś jedziemy. Po śniadaniu wsiedliśmy do samochodu i za jakieś sześć godzin byliśmy na miejscu. Moje mieszkanie znajdywało się na samej górze dużego wieżowca. Mama pokazała mi gdzie będzie mój pokój, gdy weszłam nie mogłam uwierzyć w to, że mam pokój z wielkim oknem i pięknym widokiem. Mogłam obserwować bogaczy, którzy byli w tej chwili nad basenem oraz całą Atlantę. Jakiś kawałek mnie chciał wracać, ale reszta mnie chciała tu zostać. Postanowiłam, że pójdę się przejść, pozwiedzać trochę okolicę.
-Mamo, wychodzę!- krzyknęłam i wyszłam.
Na ulicach było jakoś cicho, a połowa z nich była zamknięta. Szłam w stronę parku. Naglę usłyszałam wrzaski i piski. Odwróciłam się i zobaczyłam tłum nastolatek biegnących za jakimś chłopakiem nie wiedziałam o co chodzi. Pobiegłam do jakiegoś zaułku i schowałam się przed tym. Po jakiś 15 minutach zauważyłam, że ten właśnie chłopak podbiegł do mnie.
- Mam nadzieje, że je zgubiłem.- powiedział zmęczony.
- Tak raczej masz racje pobiegły prosto.- odpowiedziałam zaskoczona.
- Hej a ty nie jesteś przypadkiem jedna z nich?
- Czy masz na myśli wariatkę lecącą za tobą?
- Nie, nie chodziło mi o to czy nie jesteś moja fanką?
- No raczej nie nawet nie wiem kim jesteś.
- Tak bardzo śmieszne ha ha.- powiedział wciąż dysząc ze zmęczenia.
- Nie no naprawdę nie mam pojęcia kim jesteś.
- Dobra spoko.- powiedział tak jakby ze sarkazmem.- Zacznijmy od nowa. Hej jestem Justin Bieber. Chcesz może mój autograf? Oj no pewnie, że chcę! Wtedy ja wyciągam zdjęcie podpisuje je a ty o mało co nie masz orgazmu. A jeszcze jak cię przytulę to już całkowicie odpływasz. Tak jest ze wszystkim więc nie graj idiotki.
To mnie zatkało, a dokładnie zatkało mnie już po słowach ‘Justin Bieber’. Przez chwilę myślałam gdzie słyszałam to imię, ale nie mogłam sobie przypomnieć.
- Tak no może inne takie są, ale ja przysięgam, że nie wiem kim jesteś.
Patrzał na mnie jakby zobaczył ducha.
- No dobra powiedzmy, że ci wierze. Jak masz na imię?- zapytał.
- Mam na imię Agnes.
- Dobra cześć Agnes muszę lecieć zanim zobaczą mnie te dziewczyny.-uciekł.
Przez tą rozmowę nie wiedziałam dokładnie co się dzieje. Wracając do domu nie myślałam kto to mógł być, ale jakoś nie mogłam sobie przypomnieć.
Na dzisiaj to tyle wiem, że jest bezsensowne, ale strasznie lubie Justina i dlatego chcę mi się to pisać. Proszę o komentarze. ;**
Tagi:
Rozdział 2
Obudziłam się wcześnie, ponieważ byłam bardzo podekscytowana tym, że właśnie dzisiaj ma przyjechać Julie. Nie spałam praktycznie pół nocy myśląc co powiem jej najpierw przecież tyle się wydarzyło od kiedy ostatni raz się z nią widziałam. Julie wyjechała na obóz taneczny i nie było jej dwa miesiące. Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na budzik, dochodziła siódma. Wstałam i tanecznym krokiem poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam i zeszłam na dół do kuchni gdzie siedział tata czytając gazetę i mama, która robiła grzanki. Tata był bardzo ucieszony i mama zarówno, zapytałam:
-Co się stało, że jesteście, aż tak szczęśliwi?-mama spojrzała na tatę i oboje się od siebie uśmiechnęli- Czemu nic nie mówicie?
- Chcieli byśmy tobie o czymś powiedzieć-zaczęła mama.-Wiesz o tym, że tata poszukiwał ostatnio pracy?
- No tak wiem… -odpowiedziałam zniecierpliwiona.
- Tata znalazł pracę. A ja…
- Ooooo naprawdę nawet nie wiecie jak się cieszę!!!-przerwałam mamie.
- No tak, a ja znalazłam nam nowy dom i przeprowadzimy się do niego za tydzień. Co prawda mały, ale damy radę.
Po tych słowach stałam jak zamurowana, nie mogłam wydusić z siebie nawet jednego słowa. Po chwili powiedziałam:
- Ale jak to?! Po co?!
- Tata znalazł pracę, ale w Atlancie i za tydzień właśnie tam będziemy mieszkać.
Szybko pobiegłam na górę i rzuciłam się na łóżko po czym zaczęłam płakać. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć to się stało tak nagle. Wzięłam ze sobą gitarę i poszłam na strych. Zagrałam kilka piosenek. To zawsze mnie uspokajało. Na dół zeszłam dopiero o godzinie 13.30. Nie odzywając się do rodziców ubrałam zieloną bluzę i wyszłam na dwór. Usłyszałam jak ktoś mnie woła. Obróciłam się i ujrzałam Taylora, który robił coś przy swoim samochodzie. Podeszłam do niego, on zawsze umiał doradzić i naprawdę wysłuchać.
- Cześć! Co się stało? Widzę, że płakałaś?
- Nie no coś ty. Jestem po prostu nie wyspana- uśmiechnęłam się do niego.
Postanowiłam, że na razie nikomu nie powiem o mojej przeprowadzce.
- Aha no dobra. Powiedzmy, że ci uwierzę. Gdzie miałaś zamiar pójść?
- A sama nawet nie wiem. Chciałam iść pooddychać świeżym powietrzem.
- A nie masz zamiaru iść przywitać się z Julie?
- To ona już przyjechała? – z tego wszystkiego już zapomniałam, że to właśnie dziś.
- No tak jej „limuzyna” podjechała jakieś piętnaście minut temu.
- Aaaaa- wrzasnęłam ucieszona-popatrz to właśnie ona. Pewnie idzie po mnie.
Stało się właśnie tak jak przewidywałam. Julie zapukała do mojego domu. Tata powiedział, że właśnie wyszłam. Julie porozglądała się i po pewnym czasie zaczęła krzyczeć. Podbiegła do nas i zaczęła mnie ściskać mnie z całych sił ja ją zresztą też. Wskoczyła Taylorowi na barana i uścisnęła go.
- Jeeejjku! Ale się cieszę, że wreszcie mogę cię zobaczyć.
- Ja mam tak samo. Opowiadaj jak tam było.
- A za dużo by opowiadać i nawet nie wiem od czego zacząć.
- Zacznij od czegoś najważniejszego.
- OK. No to słuchajcie. Jak już wam mówiłam szkoła znajdowała się w Londynie i gdy pewnego razu poszliśmy całą grupą na wykład, że tak powiem taneczny c’nie? No to na tym wykładzie nie uwierzycie kto się pojawił.
- No kto?- zmówiłam się razem z Tylorem.
- Justina Biebera!- krzyknęła Julie.
Ja i Tay staliśmy ja wmurowani. Ja nawet nie wiedziałam o kogo chodzi.
- No co wy. Czemu nic nie mówicie?
- A co mamy mówić?- z uśmiechem na twarzy powiedział Tay.
- No nie wiem coś w stylu, mhhhh „Wow no co ty?”. Gdzie wasz entuzjazm.
- Hhahahahaha- zaczęłam się śmiać z Tay’em.
Julie opowiadała dalej i tak siedzieliśmy, aż do dwudziestej drugiej.
Wiem, że trochę nudny, ale to tylko na początek. Chciała bym abyście w komentarzach oceniali moje opowiadania. Z góry dziękuję!
-Co się stało, że jesteście, aż tak szczęśliwi?-mama spojrzała na tatę i oboje się od siebie uśmiechnęli- Czemu nic nie mówicie?
- Chcieli byśmy tobie o czymś powiedzieć-zaczęła mama.-Wiesz o tym, że tata poszukiwał ostatnio pracy?
- No tak wiem… -odpowiedziałam zniecierpliwiona.
- Tata znalazł pracę. A ja…
- Ooooo naprawdę nawet nie wiecie jak się cieszę!!!-przerwałam mamie.
- No tak, a ja znalazłam nam nowy dom i przeprowadzimy się do niego za tydzień. Co prawda mały, ale damy radę.
Po tych słowach stałam jak zamurowana, nie mogłam wydusić z siebie nawet jednego słowa. Po chwili powiedziałam:
- Ale jak to?! Po co?!
- Tata znalazł pracę, ale w Atlancie i za tydzień właśnie tam będziemy mieszkać.
Szybko pobiegłam na górę i rzuciłam się na łóżko po czym zaczęłam płakać. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć to się stało tak nagle. Wzięłam ze sobą gitarę i poszłam na strych. Zagrałam kilka piosenek. To zawsze mnie uspokajało. Na dół zeszłam dopiero o godzinie 13.30. Nie odzywając się do rodziców ubrałam zieloną bluzę i wyszłam na dwór. Usłyszałam jak ktoś mnie woła. Obróciłam się i ujrzałam Taylora, który robił coś przy swoim samochodzie. Podeszłam do niego, on zawsze umiał doradzić i naprawdę wysłuchać.
- Cześć! Co się stało? Widzę, że płakałaś?
- Nie no coś ty. Jestem po prostu nie wyspana- uśmiechnęłam się do niego.
Postanowiłam, że na razie nikomu nie powiem o mojej przeprowadzce.
- Aha no dobra. Powiedzmy, że ci uwierzę. Gdzie miałaś zamiar pójść?
- A sama nawet nie wiem. Chciałam iść pooddychać świeżym powietrzem.
- A nie masz zamiaru iść przywitać się z Julie?
- To ona już przyjechała? – z tego wszystkiego już zapomniałam, że to właśnie dziś.
- No tak jej „limuzyna” podjechała jakieś piętnaście minut temu.
- Aaaaa- wrzasnęłam ucieszona-popatrz to właśnie ona. Pewnie idzie po mnie.
Stało się właśnie tak jak przewidywałam. Julie zapukała do mojego domu. Tata powiedział, że właśnie wyszłam. Julie porozglądała się i po pewnym czasie zaczęła krzyczeć. Podbiegła do nas i zaczęła mnie ściskać mnie z całych sił ja ją zresztą też. Wskoczyła Taylorowi na barana i uścisnęła go.
- Jeeejjku! Ale się cieszę, że wreszcie mogę cię zobaczyć.
- Ja mam tak samo. Opowiadaj jak tam było.
- A za dużo by opowiadać i nawet nie wiem od czego zacząć.
- Zacznij od czegoś najważniejszego.
- OK. No to słuchajcie. Jak już wam mówiłam szkoła znajdowała się w Londynie i gdy pewnego razu poszliśmy całą grupą na wykład, że tak powiem taneczny c’nie? No to na tym wykładzie nie uwierzycie kto się pojawił.
- No kto?- zmówiłam się razem z Tylorem.
- Justina Biebera!- krzyknęła Julie.
Ja i Tay staliśmy ja wmurowani. Ja nawet nie wiedziałam o kogo chodzi.
- No co wy. Czemu nic nie mówicie?
- A co mamy mówić?- z uśmiechem na twarzy powiedział Tay.
- No nie wiem coś w stylu, mhhhh „Wow no co ty?”. Gdzie wasz entuzjazm.
- Hhahahahaha- zaczęłam się śmiać z Tay’em.
Julie opowiadała dalej i tak siedzieliśmy, aż do dwudziestej drugiej.
Wiem, że trochę nudny, ale to tylko na początek. Chciała bym abyście w komentarzach oceniali moje opowiadania. Z góry dziękuję!
Tagi:
Rozdział 1
Bohaterowie:
Agnes 16 lat
Dziewczyna jakich mało.. Jest śliczna lecz to ukrywa. Jest zabawna, nieśmiała, ma wiele talentów lecz nikt o tym nie wie. Jej pasja to gra na gitarze akustycznej. Uwielbia taniec. Jednak jej rodziców nie stać na to by dziewczyna mogła realizować swoje marzenia. Jest blondynką z ciemnymi pasemkami i ma pocieniowane włosy. Duże niebieskie oczy. Malinowe usta, jest szczupła średniego wzrostu.
Taylor 16 lat
Kolega Agnes z sąsiedztwa. Uwielbia grać w kosza. Potajemnie kocha się w Agnes, lecz ona uważa go bardziej za swojego brata. Jest wysoki i bardzo umięśniony. Ma czarne, krótkie włosy często ma bałagan na głowie(chodzi mi o uczesanie tak jakby bez grzebienia )
Julie 16 lat
Najlepsza przyjaciółka Agnes. Jest bardzo zabawna i rozrywkowa nie boi się wyzwań. Jest całkowicie otwarta na nowe znajomości. Jest szalona i doskonale tańczy. Uwielbia imprezy i chłopaków. Mieszka z mamą jej tata od nich odszedł gdy miała 2 lata. Radzą sobie doskonale i są bogaci. Julie ma czarne włosy sięgające jej do ramion są lekko pocieniowane. Jest chuda i niezbyt wysoka. Ma brązowe oczy.
David 19 lat
Starszy brat Julie. Jest studentem tylko dzięki kasie. Jest wysoki i dużo trenuje. Ma brązowe włosy i czarne duże oczy. Jego dziewczyna to straszna, wredna modnisia, która nie lubi Julie. Ma na imię Emily.
Justin Bieber (marzec 2012 rok-18 lat)
Jest bożyszczem nastolatek oraz wielką gwiazdą. Obecnie chodzi z Seleną Gomez . Agnes nawet nie wie o jego istnieniu.
Agnes 16 lat
Dziewczyna jakich mało.. Jest śliczna lecz to ukrywa. Jest zabawna, nieśmiała, ma wiele talentów lecz nikt o tym nie wie. Jej pasja to gra na gitarze akustycznej. Uwielbia taniec. Jednak jej rodziców nie stać na to by dziewczyna mogła realizować swoje marzenia. Jest blondynką z ciemnymi pasemkami i ma pocieniowane włosy. Duże niebieskie oczy. Malinowe usta, jest szczupła średniego wzrostu.
Taylor 16 lat
Kolega Agnes z sąsiedztwa. Uwielbia grać w kosza. Potajemnie kocha się w Agnes, lecz ona uważa go bardziej za swojego brata. Jest wysoki i bardzo umięśniony. Ma czarne, krótkie włosy często ma bałagan na głowie(chodzi mi o uczesanie tak jakby bez grzebienia )
Julie 16 lat
Najlepsza przyjaciółka Agnes. Jest bardzo zabawna i rozrywkowa nie boi się wyzwań. Jest całkowicie otwarta na nowe znajomości. Jest szalona i doskonale tańczy. Uwielbia imprezy i chłopaków. Mieszka z mamą jej tata od nich odszedł gdy miała 2 lata. Radzą sobie doskonale i są bogaci. Julie ma czarne włosy sięgające jej do ramion są lekko pocieniowane. Jest chuda i niezbyt wysoka. Ma brązowe oczy.
David 19 lat
Starszy brat Julie. Jest studentem tylko dzięki kasie. Jest wysoki i dużo trenuje. Ma brązowe włosy i czarne duże oczy. Jego dziewczyna to straszna, wredna modnisia, która nie lubi Julie. Ma na imię Emily.
Justin Bieber (marzec 2012 rok-18 lat)
Jest bożyszczem nastolatek oraz wielką gwiazdą. Obecnie chodzi z Seleną Gomez . Agnes nawet nie wie o jego istnieniu.
Tagi:
Bohaterowie


